Chcę, bądź oczyszczony

Jeżeli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Tymi słowy, upadłszy na kolana, prosi Jezusa trędowaty (zob. Mk 1,40-45). Jest w tych słowach pokora, żarliwość, wiara.

Trąd był w starożytności spełnieniem wszelkiego zła i nieszczęścia, jakie może spotkać człowieka. Fizyczny ból, spektakularne zniekształcenie ciała, społeczne wykluczenie i trwała izolacja, perspektywa nieuchronnej śmierci, powszechne przekonanie o boskiej karze dotykającej chorego. „Traktować kogoś jak trędowatego” znaczy po dziś dzień trwale człowieka odtrącić, skreślić, „unikać jak zarazy”. „Będzie miał rozerwane szaty i mieszkał w odosobnieniu” (Kpł 13,46). Kiedy szatan walczy z Bogiem o serce Hioba, w decydującym natarciu obsypuje sprawiedliwego męża z Us „trądem złośliwym, od palca stopy aż do wierzchu głowy” (Hi 2,7). Hiob siada na gnoju, w najgłębszym upadku i opuszczeniu przez wszystkich. „Złorzecz Bogu i umieraj” (Hi 2,9), radzi mu żona. Ale Hiob przychodzi dzisiaj do Jezusa i prosi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. A my wraz z nim, każdy ze swoim własnym trądem.

Pamiętam, że kiedy jako młody ksiądz podczas kolędowych wizyt słyszałem od gospodarzy na pożegnanie słowa: „zdrowia życzymy, ksiynżoszku, bo zdrowie je najważniejsze!” – zdarzało mi się żachnąć. Przecież najważniejsze jest zbawienie wieczne, a nie zdrowie doczesne – myślałem z arogancją typową dla zdrowego dwudziestokilkulatka, który szpital zna jedynie jako kapelan. Zapominając, że w chrześcijaństwie zdrowie i zbawienie są związane w bardzo głęboki sposób, że Bóg-Miłość kocha nas z tą samą wszechmocą w życiu doczesnym i wiecznym. Że Ewangelia daje przejmujące świadectwo tego, iż Bóg obecny w Jezusie z Nazaretu przynosi ludziom zdrowie, najczęściej – co bardzo ciekawe – czyniąc to przez dotyk. Scen tych jest tak wiele, że mamy wrażenie jakby istotą Dobrej Nowiny była prawda o Bogu, który stał się człowiekiem, aby móc dotykać stworzeń, i uzdrawiać je, i w ten sposób je zbawiać… Jezus dotyka oczu, uszu, języka, ciała. Wkłada palce w uszy, własną śliną dotyka chorego języka (Mk 7,33). Dotyka dzieci, dotyka sparaliżowanych, dotyka trędowatego. Dotyka mar, kłosów zbóż – leczy w ten sposób świat ludzi i świat rzeczy. Uzdrawiający z grzechu i choroby dotyk jest jednym z najczęstszych Jego gestów. W ten sposób – przez fizyczny dotyk – Jezus leczy niemotę, ślepotę, głuchotę, czyli pokonuje bariery komunikacyjne spowodowane chorobą; sprawia, że człowiek doświadcza przedsmaku wiecznego zbawienia: bez przeszkód wchodzi w relację z Bogiem, siostrami, braćmi. Co istotne: ocala nie magia, ale wiara w Chrystusa. Uzdrowienie jest tej wiary budzeniem, wyrazem, znakiem.

Bogu chodzi o naszą wiarę i o nasze zdrowie. Wiara jest związana bardzo głęboko ze zdrowiem; nie w sposób banalny, magiczny – znacznie głębiej. I wiara, i zdrowie są bowiem kwestią Łaski. „Twoja wiara cię uzdrowiła” – wielokrotnie tak mówi Jezus do uzdrowionych. Bóg chce, byśmy Go prosili o wiarę i o zdrowie. Wyrażamy w ten sposób zgodę na los stworzenia, na swą podległość wobec Jego mocy, na zależność od Boga.

Najważniejszy jest tu szczery ruch serca wyrażony słowami „jeśli chcesz…”. Bądź wola Twoja. „…przyszedł do Jezusa trędowaty i upadając na kolana, prosił Go…”. Zgięcie kolan jest zgięciem karku. „Jeśli chcesz…”. Nie w mojej gestii dyktować Ci cokolwiek. Godzę się na Twoje urządzenia świata i mojego losu. Ty, Boże, wiesz, co jest najlepsze dla mnie; być może choroba ciała przywiedzie mnie do zdrowia duszy. Jeśli chcesz. Bóg jest mądrzejszy w sprawach mojego życia i mojej śmierci niż ja sam. Przyszedł, aby życie mieli i mieli je w obfitości.

Każdy z nas nosi w sercu i na ciele inny rodzaj trądu. Ale też każdy potrzebuje oczyszczenia.

Ks. Jerzy Szymik, teolog i poeta, prof. nauk teologicznych, Katowice

About Author